Pan Koralik to legendarny twórca koralikowych rozmaitości. Ja dowiedziałem się o jego istnieniu z relacji na bieszczadzkich fejsbukowych grupach, po czym sam zacząłem śledzić jego profil.

Byliśmy w Bieszczadach ze względu na festiwal ZEW w Cisnej. Na teren festiwalu docieraliśmy grupo po południu, bo w ciągu dnia szwendaliśmy się po okolicy. Tego dnia właśnie zasiedzieliśmy się w Sękowcu i pędziliśmy szybko do Cisnej żeby zdążyć na występ „Pablopavo i Ludziki”. Jadąc przez Wetlinę nagle moim oczom ukazał się On – Pan Koralik ze swoim stoiskiem. Nie było innej opcji, musieliśmy zjechać na praking. Wiedziałem, że Pan Koralik ma w zwyczaju wakacyjne okresy spędzać właśnie w Wetlinie, ale zupełnie wypadło mi to z głowy, tym większa była radość z tego spotkania.

Na stoisku rozmaite wyroby, głównie ze szklanych kolorowych koralików oczywiście, ale były również szklane wisiorki (dwustronne:)) czy aniołki. Wszystko pogrupowane w stosy na rozłożonej macie. Mnóstwo ozdób, naszyjników, bransoletek, pierścionków, serwetek i przeróżnych zawieszek. Mnie przede wszystkim urzekły zawieszki, różne przedmioty i postaci stworzone z koralików w formie 3D. Wybór był ogromny.

Sam Pan Koralik, czyli Dariusz Gołębiewski okazał się przemiłym człowiekiem. Serdecznie nas przywitał, zachęcił do obejrzenia swoich prac, ciągle zagadywał. Pytał skąd jesteśmy i jak się okazało znał każde z wymienionych miejsc. Mam wrażenie, że jakiekolwiek miejsce byśmy wymienili byłoby ono znane panu Darkowi. Biorąc udział w wielu wydarzeniach kulturalnych podróżował po całej Polsce poznając liczne miasta i miasteczka.

Pan Dariusz jest osobą niepełnosprawną, porusza się przy pomocy chodzika na kółkach. Mimo to ma w sobie mnóstwo energii i optymizmu. Faktycznie – tak jak sam stwierdził – jego stoisko to stoisko pełne pasji. To nie są zwykłe, badziewne suweniry, jakich jest mnóstwo w wielu znanych miejscach, zazwyczaj wszystkie na jedno kopyto. Produkty Pana Koralika, choć może nie każdemu muszą się podobać, zdecydowanie mają swój klimat i wartość, właśnie ze względu na autora.

Pan Koralik zdradził też, że ma w planie stworzenie specyficznego miejsca, czegoś w rodzaju centrum artystycznego dla niepełnosprawnych. Wykupił już działkę w przepięknym miejscu, w Bieszczadach, w Terce i snuje dalsze plany. Trzymam kciuki za to przedsięwzięcie. Mam nadzieję, że kiedyś napiszę tu relacje z odwiedzin w tym przybytku. Jedno jest pewne. Jeśli gospodarzem będzie Pan Koralik, to będzie miejsce kultowe i warte odwiedzenia.