To nie było moje pierwsze wejście na Tarnicę, ale pierwsze od czasu uczestnictwa w Klubie Zdobywców Korony Gór Polski. Przy okazji wyjazdu do Cisnej na festiwal ZEW, postanowiłem skorzystać z okazji i wejść na najwyższy szczyt Bieszczad.
To był pierwszy weekend wakacji i samochodów na parkingu w Wołosatem było sporo. Za to pogoda idealna, ciepło, ale nie gorąco.
Mostek i spacerek wśród słonecznych łąk, aż do tablicy informacyjnej przed wejściem do lasu.
Pod wiatą chwila na odpoczynek, później znowu kawałek podejścia i wyjście na piękną polanę, pierwsze miejsce do podziwiania widoków. Przez polanę wchodzimy oporęczowanymi schodkami, na ich końcu znowu wejście do lasu i krótkie podejście, a na górze czekają już ławeczki na placyku z którego podziwiać można szczyt Tarnicy.
Po wejściu na Przełęcz pod Tarnicą zaczęło solidnie wiać. To miejsce spotkań wędrowców z Szerokiego Wierchu i Bukowego Berda oraz tych podążających na Halicz i Rozsypaniec.
Po dziesięciu minutach wdrapywania po kamienistej ścieżce otoczonej przepięknymi widokami jesteśmy na szczycie.
Poczilowaliśmy na szczycie chociaż wiało pieruńsko:)