Mieszkający w Ustrzykach Dolnych Krzysztof Potoczała napisał w sumie 3 tomy „Bieszczadów w PRL’u”. Dotychczas przeczytałem dwie pierwsze, tom trzeci jest trudno dostępny. Nie ma nowych wydań, trzeba szukać egzemplarzy używanych.

Te pozycje to prawdziwa biblia Bieszczadów. Bieszczady w smutnym peerelowskim okresie, podobno miały wyjątkowy i niepowtarzalny już klimat. Tak się składa, że to właśnie na te czasy przypadło odkrywanie tych terenów na nowo. Po wypędzonej ludności pozostały ślady, rozpadające się chaty, cerkwie, dziczejące sady i pustka. Wtedy leśnicy byli prawdziwymi pionierami. Budowano drogi, mosty, wytyczano szlaki, próbowano jakoś okiełznać te dzikie tereny. Potoczała opiera się na relacjach i wspominkach ludzi, którzy mieszkali i pracowali w Bieszczadach, głównie pracowników Zarządu Budownictwa Leśnego, kierowców, operatorów, a także rolników, inżynierów, leśników, myśliwych, urzędników, polityków, a nawet ubeków.

Pierwszy tom opowiada właśnie głównie o początkach. O czasach kiedy w Ustrzykach Dolnych w centrum miasta stał pomnik Stalina. Budowano pierwsze drogi, schroniska, hotele oraz rządowe rezydencje. Bieszczady były też rejonem, który upatrzyli sobie komunistyczni dygnitarze, z myślą o nich budowano luksusowe kompleksy i organizowano polowania.

Druga część głównie porusza temat turystyki, opisuje powstawanie studenckich schronisk i specyficznych środowisk, które w Bieszczadach tworzyły swoje bazy. Jest też kilka wątków politycznych, oraz opowieści o tutejszych osadnikach i góralach.

Ogromną wartością są liczne zdjęcia, oczywiście czarno-białe.

Właśnie w pierwszym tomie odkryłem, że nocowałem w mieszkaniu jednego z ważnych bohaterów tej książki. Pojawia się również w tomie nr 2. Chodzi o Franciszka Kaźmierczaka. Był to jeden z pierwszych przybyszów w ramach osadnictwa pod parasolem PAX’u. Pracował na roli, hodował zwierzęta, był zapalonym myśliwym. Jako jeden z nielicznych nie zraził się trudami życia i pozostał w Bieszczadach. Nocowałem w jednym z pokoi w jego domu w Chmielu, prowadzonym aktualnie przez córkę. Zwróciłem uwagę na liczne zdjęcia i trofea wywieszone na ścianach. Podczas rozmowy z panią Elżbietą widziałem starszego Pana siedzącego na wózku inwalidzkim, a później skojarzyłem tę postać ze zdjęciami w książce. Zupełnym przypadkiem trafiłem na tak ciekawą postać. Pan wyglądał na mocno sędziwego i nie ośmieliłem się na zagajenie rozmowy, nie wiedząc w jakiej jest formie.

Pokój w domu pana Kaźmierczaka w Chmielu