Książa autorstwa bieszczadzkiego pioniera, nieżyjącego już Zygmunta Rygla (1926-2008). Urodził się w Peczeniżynie u stóp Czarnohory, wśród karpackich szczytów, na terenach leżących aktualnie w granicach Ukrainy. Od ukończenia w 1950 r. studiów na Wydziale Leśnym na Uniwersytecie Poznańskim Zygmunt Rygiel pracował w Lasach Państwowych w obszarze Bieszczadów. Był to wyjątkowo trudny czas, kiedy po wojnie, wyludnione, poranione zbrodniczymi wydarzeniami Bieszczady, wymagały ponownego odkrycia i przetarcia. Znajdziemy w niej opowieści o pracy w bieszczadzkich lasach, powstawaniu i organizowaniu leśnictw, walce z niekończącymi się trudnościami. Wszystko to działo się w absurdalnych czasach komuny, co sprawia, że opisywane sytuacje są tym bardziej egzotyczne.

Nie jest to pozycja szczególnie pasjonująca, opisywane są sytuacje głównie z czasu, kiedy autor był nadzorcą i kontrolerem, ale pozwala wyobrazić sobie tamtejsze życie w Bieszczadach. Praca od podstaw, katorżnicza ścinka z pomocą koni w zupełnie dzikich lasach, oraz życie w spartańskich warunkach. Było to zajęcie wymagające poświęcenia i pasji. W sposobie opowiadania wyczuwalna jest charakterystyczna dla ludzi tamtego pokolenia ogłada i staranność. Dodatkowo w książce znajdziemy też zbiór starych czarno-białych zdjęć z lat 50-tych.